Końcówka listopada upływa pod znakiem rodzinnego chorowania: anginy, bólu gardła, leków, kataru i kaszlu. Do złego samopoczucia dołączyła jeszcze jakaś intelektualna niemoc, mój blog od dłuższego czasu nie zaznał żadnego nowego wpisu. Dlatego dziś napiszę o tym, co pozwoliło mi się “pozbierać” po chorobie (choć właściwie to wciąż trakcie…) i odzyskać twórczo-intelektualne siły.
Kurs rysunku
Wzięłam któregś dnia do ręki ołówek i po zwyczajnej, codziennej sesji gryzmolenia potworów i kotków dla mojej córeczki postanowiłam narysować coś więcej. Oczywiście zainspirowałam się filmikami - znalazłam serię “Beginer’s drawing course” i zaczęłam szkicować.